Liliana Machoń – „Marzenie czarnej kredki”

Na wystawie sklepu papierniczego leżało wiele towarów. Czego tam nie było – błyszczące kolorowe papiery, bibuła, nożyczki do wycinania fantazyjnych wzorów. W kąciku leżało niepozorne pudełko kredek. Kiedy nadchodził wieczór, sprzedawca gasił światło i wychodził do domu, a kredki rozmawiały o swoich marzeniach. Chciały podróżować po dalekich krajach i rysować piękne obrazy. „Ach jak wspaniale byłoby znaleźć się na wystawie w galerii sztuki” – rozmarzyła się czarna kredka. „Nie bądź niemądra. Jesteśmy zwykłymi kredkami i nie bywamy w takich miejscach” – uciszyła ją czerwona. Czarna kredka umilkła i posmutniała. Następnego dnia do sklepu weszła pani w eleganckim płaszczu i kupiła kredki dla swoich dzieci, Ani i Franka. Wszystkie kolory w pudełku były podekscytowane i nie mogły się doczekać spotkania z nowymi właścicielami. Ania miała sześć lat,a Franek osiem i chodził już do szkoły. Po przyjściu do domu mama zdjęła płaszcz w przedpokoju i wyjęła prezent z torebki. Uradowane dzieci uściskały ją mocno. „Dziękujemy! Jakie ładne kredki”. Niestety okazało się, że czarna kredka złamała się podczas jazdy tramwajem. „Teraz już nie będę nadawała się do rysowania” – pomyślała. Franek jednak chwycił w dłonie kawałek kredki i narysował pociąg odjeżdżający ze stacji. Wiecie, że lokomotywy są zwykle czarne i potrzeba dużo czarnego koloru, by je narysować. Kredka poczuła się bardzo ważna. Lokomotywa Franka ciągnęła za sobą aż dwanaście wagonów. Po tygodniu nowe kredki trochę się dzieciom znudziły. Już nie sięgały po nie tak często, a w wolnych chwilach układały puzzle lub grały w gry planszowe. Podczas bitwy na poduszki czarna kredka przez nieuwagę wpadła pod kanapę. Dołączyła do małego misia i dwóch zielonych klocków. „Chyba dawno nikt tu nie sprzątał” – stwierdziła i zaczęła głośno krzyczeć, ale nikt jej nie usłyszał. Nie poddała się jednak, była bowiem dzielna i lubiła przygody. Zwinnym ruchem wyturlała się spod kanapy, by wylądować tuż obok grzejnika. Tego dnia Anię i Franka odwiedziła ciocia Gosia ze swoim psem Stefanem. Stefek zaliczał się do ciekawskich czworonogów i znalazł kredkę leżącą przy kaloryferze. Wziął ją w zaśliniony pysk i położył u nóg cioci. „Kochany piesku, pokaż, co tym razem znalazłeś”- poprosiła ciocia. „Jaka ładna kredka, przyda mi się w sam raz w kąciku dla dzieci w moim gabinecie”. Dzieci chętnie oddały kredkę, ponieważ uwielbiały ciocię Gosię. Ciocia była lekarzem w przychodni niedaleko ich domu i po każdej wizycie wręczała im kolorowe naklejki z napisem „Dzielny Pacjent”. Czarna kredka długo nie mogła zasnąć w kieszeni swetra cioci, bo nie wiedziała, co to jest przychodnia. Była bardzo zadowolona, kiedy zobaczyła, że dzieci przed wizytą u lekarza malują obrazki kredkami. Ciocia Gosia postanowiła ozdobić rysunkami ściany gabinetu i stworzyć w korytarzu małą wystawę. Przeczytała w gazecie, że kontakt ze sztuką skraca czas trwania choroby. Tak spełniło się wielkie pragnienie małej kredki, by znaleźć się w galerii sztuki. Dzieci i rodzice przychodzący na wizyty zachwycali się rysunkami małych artystów. Czarna kredka była dumna, że z jej pomocą dzieci szybciej wracają do zdrowia.