Spotkanie „Edward Hartwig jakiego nie znacie” – fotorelacja

Posted in fotografia, wystawy

„A jednak tylko blues?” – recital dr. Macieja Szajnera – fotoreportaż

Posted in Muzyczne piątki u lekarzy, muzyka Tagged |

Zapraszamy na spotkanie „Edward Hartwig jakiego nie znacie”

Muzeum Nadwiślańskie oraz Lubelska Izba Lekarska zapraszają w niedzielę 19 marca o godz. 12:00 do Oddziału Dom Kuncewiczów na otwarty pokaz diaporamy zdjęć Edwarda Hartwiga z jego osobistym komentarzem.

Diaporama ma na celu zaprezentowanie czarno-białych zdjęć Edwarda Hartwiga (1909-2003), jednego z najbardziej znanych i cenionych polskich fotografów, znajdujących się w zbiorach Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym. Prezentacji prac Hartwiga będzie towarzyszył jego własny komentarz. Głos mistrza zabrzmi dzięki pomocy dziennikarzy z Radia Lublin, w którego archiwum znajdują się takie skarby. Wstęp wolny, zapraszamy!

Pokaz diaporamy towarzyszy wystawie córki Edwarda, Ewy Hartwig-Fijałkowskiej.

 

Posted in fotografia Tagged |

„Zatrzymać chwile ulotne” – wystawa malarstwa dr Roksany Hałasy – fotoreportaż

Posted in malarstwo, wystawy Tagged |

„A jednak tylko blues?” – recital dr. Macieja Szajnera

Komisja Kultury Okręgowej Izby Lekarskiej w Lublinie zaprasza na drugi występ z cyklu „Muzyczne piątki u lekarzy”.  10 marca 2017 r. o godz. 18:00 w Klubie Lekarza, w siedzibie Lubelskiej Izby Lekarskiej, Lublin, ul. Chmielna 4. recital  „A jednak tylko blues?” zaprezentuje dr Maciej Szajner – wokal, gitara.  

Posted in Muzyczne piątki u lekarzy, muzyka Tagged |

„Zatrzymać chwile ulotne” – wystawa malarstwa dr Roksany Hałasy

Komisja Kultury Okręgowej Izby Lekarskiej w Lublinie zaprasza na otwarcie wystawy malarstwa „Zatrzymać chwile ulotne” Pani dr Roksany Hałasy. Wernisaż odbędzie się 4 marca 2017r. o godz. 12:00 w Galerii Sztuki Nieprofesjonalnej „U Lekarzy”, Lublin, ul. Chmielna 4.

Katalog do wystawy w formacie pdf»

Posted in malarstwo, wystawy Tagged |

„Republika Południowej Afryki” – spotkanie w Klubie Globtrotera z prof. Edwardem Zderkiewiczem

3 marca 2017 r. o godz. 18:00 w Klubie Lekarza, Lublin, ul. Chmielna 4, odbędzie się kolejne spotkanie Klubu Globtrotera. Prezentację „Republika Południowej Afryki” przedstawi prof. Edward Zderkiewicz.

Zapraszamy serdecznie.

Posted in klub globtrotera Tagged |

Dopełnia mnie muzyka – z Agnieszką Zarębską, rezydentką pediatrii, byłą aktorką Teatru ITP, entuzjastką śpiewu gospel i piosenek z tekstem, rozmawia Anna Augustowska

  • Dlaczego nie estrada, teatr albo sala koncertowa tylko medycyna?

– Odpowiedź jest prosta i krótka – ponieważ od zawsze, od najwcześniejszego dzieciństwa chciałam leczyć ludzi (moi bliscy pamiętają, że zawsze bawiłam się w lekarza i biegałam z walizeczką pełną pudełek po lekach), i chociaż był ze mnie niezły łobuz i ocenę z zachowania miałam w szkole zwykle obniżoną (śmiech), to zawsze lubiłam się uczyć, zdobywać nową wiedzę, odkrywać ciekawe rzeczy, i w zasadzie przychodziło mi to łatwo, nie wkładałam w naukę większego wysiłku – no, może oprócz języków obcych (śmiech). A muzyka, śpiew, sztuka w ogóle – mimo że bardzo ważne, wręcz niezbędne w moim życiu – jednak miały pozostać pasją. Dopełnieniem. Chociaż… kiedy za pierwszym razem nie dostałam się na wymarzoną medycynę miałam plan B, w którym brałam pod uwagę dalszą edukację muzyczną.

  • I to na wysokim poziomie, bo na Uniwersytecie Muzycznym?

– Było to możliwe, ponieważ byłam w trakcie kończenia szkoły muzycznej II stopnia w klasie fletu poprzecznego. Do szkoły muzycznej zaczęłam chodzić już w podstawówce – początkowo w Skarżysku-Kamiennej, i w dodatku w pierwszej klasie grałam na skrzypcach, a potem w Kielcach, gdzie równocześnie uczęszczałam także do VI Liceum Ogólnokształcącego im. J. Słowackiego. Nie ukrywam, że to była niezła szkoła życia. Po lekcjach w liceum biegłam do szkoły muzycznej, a wieczorem po powrocie nie tylko czekało mnie odrabianie „normalnych” lekcji – dodam, że uczyłam się w klasie o profilu biologiczno-chemiczno-fizycznym – ale też ćwiczenie gry na instrumencie. Najtrudniejsza logistycznie była jednak pierwsza klasa szkoły muzycznej II stopnia w Kielcach, ponieważ przypadała na 3 klasę gimnazjum w Skarżysku-Kamiennej – wiązało się to z dojazdami, czasami wręcz w szalonym tempie. Owszem,
bywałam chronicznie niewyspana, ale – co tu kryć – zawsze lubiłam się uczyć, a muzykę kochałam! I co ważne, nikt mnie do tego nie gonił, nie pilnował i nie sprawdzał, bo w trakcie nauki w liceum mieszkałam w internacie w Kielcach i sama musiałam sobie ze wszystkim radzić. Bardzo mi się ta samodyscyplina i zahartowanie przydały, szczególnie kiedy już studiując medycynę trafiłam na KUL do Teatru ITP, gdzie próby goniły próby, a w tzw. międzyczasie trzeba było znaleźć wolną chwilę na szycie kostiumów i samodzielne wykonywanie scenografii. Pogodzenie więc tych czasochłonnych zajęć z równie absorbującymi studiami wymagało pewnej wprawy.

  • Medycyna i teatr to zaborcze dziedziny, ale w Pani przypadku najwyraźniej wzajemnie się uzupełniały i dawały energię.

– To prawda, bo siedzieć w książkach i wyłącznie uczyć się do zajęć zupełnie bym nie umiała! Było to możliwe (a raczej konieczne) tylko na pierwszym roku studiów lekarskich, kiedy naprawdę tkwiłam z nosem w podręcznikach i nawet nie bardzo wiedziałam, jak wygląda Lublin, ale i wtedy przynajmniej raz w tygodniu biegłam na zajęcia ze śpiewu do domu kultury przy ul. Bernardyńskiej. Wtedy Stare Miasto i okolice to był dla mnie inny świat, magiczna kraina. A śpiew był mi równie bliski, jak gra na flecie. Stąd, kiedy
na początku II roku natrafiłam na ogłoszenie o castingu do studenckiego teatru ITP, w którym wykorzystywane są wszelkie aktywności sceniczne związane z muzyką, natychmiast się zgłosiłam i działałam tam do końca studiów, czyli przez pięć lat. Najmocniej przeżyłam rolę Archanioła Gabriela, którą zagrałam w spektaklu pt. „Nowy raj utracony”. To – uważam – była moja życiowa rola, chociaż grałam w jeszcze wielu innych spektaklach: m.in. w Prorocku, Weselu Dawida, Odysei, Don Kichocie, Morii, Spełnionym śnie. W teatrze też poznałam wielu wspaniałych ludzi na czele z założycielem i szefem teatru ks. Mariuszem Lachem, z którymi do dziś łączy mnie prawdziwa przyjaźń. To także tu, dzięki koleżance z teatru, trafiłam na przesłuchania do zespołu Gospel Rain, który był moim niewypowiedzianym marzeniem w takim samym stopniu jak Teatr ITP. Planując studia, wybierając miasto, kierowałam się także (a może nawet przede wszystkim) istnieniem tych dwóch grup, licząc po cichu, albo bardziej marząc o tym, że może tak udałoby się… I się udało. Marzenia naprawdę się spełniają!

  • Czyli kolejna pasja?

– Śpiew zawsze był w moim życiu. Mam dość umuzykalnioną rodzinę; mama śpiewała w chórze (a potem skończyła studia chemiczne), babcia grywała na akordeonie, a bracia mojej mamy są muzykami. Obydwaj zawodowo grają na organach, a jeden z nich – mój ojciec chrzestny – ma także wyższe wykształcenie z fortepianu. Czasami myślę, że moje zainteresowania to pewnie sprawa genów. W liceum śpiewałam w chórze Politechniki Świętokrzyskiej, wcześniej, bo w wieku 14 lat, wygrałam konkurs piosenki śpiewając piosenkę Agnieszki Osieckiej pt. „Okularnicy” – a był to mój pierwszy publiczny wokalny występ solowy. Co do muzyki gospel – fascynowała mnie od dawna. Kiedy więc pojawiły się przesłuchania do znanego lubelskiego chóru Gospel Rain, postanowiłam zawalczyć. Udało się. Od niespełna 3 lat jestem również chórzystką w zespole Heaven up, który także wykonuje muzykę gospel. Od czasu do czasu zdarza mi się dośpiewywać chórki w lubelskim seminaryjnym zespole Good God, który gra chrześcijańską muzykę w stylu reggae. Ale to już zupełnie inna historia.

  • Sporo tego: teatr, chór, studia…

– Do niedawna 80 proc. mojego czasu wypełniały zajęcia muzyczno-teatralne, a resztę studia. I mimo takich proporcji całe studia przeszłam bez żadnej poprawki czy przerw, i ukończyłam je z wynikiem bardzo dobrym. Do dzisiaj nie wiem, jak to możliwe, ale na pewno przydał się warsztat organizacji czasu z lat gimnazjum – liceum oraz zamiłowanie do poznawania nowych rzeczy. Może trudno w to uwierzyć, ale ja naprawdę zawsze lubiłam się uczyć, przychodziło mi to łatwo, a wolny czas wolałam spędzać aktywnie.

Od dwóch lat jednak 80 proc. czasu poświęcam medycynie. I również nie mogę się tym nacieszyć! Jestem na rezydenturze z pediatrii na Oddziale Chorób Zakaźnych Dziecięcych w Szpitalu im. Jana Bożego. Nie od zawsze pediatria była moim marzeniem – wcześniej myślałam o audiologii i foniatrii, o endokrynologii a także o psychiatrii. Jednak w czasie stażu, kiedy mogłam skonfrontować się z praktyczną medycyną, wejść w interakcje z pacjentami zrozumiałam, że najlepiej będę się spełniać lecząc dzieci. Każdy dzień pracy w szpitalu utwierdza mnie w tym. Dziecko to bardzo wdzięczny i „kochany” pacjent, chociaż bywają też (jak wszędzie) trudniejsze przypadki.

  • Śpiewanie dzieciom to też może być pomysł?

– Śpiewanie małym pacjentom Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie (jeszcze jako studentka) już nawet mam za sobą! Dwa razy z okazji Dnia Dziecka brałam udział w koncercie dla dzieci i nawet połączyłam to trochę z rolą teatralną – śpiewałam w kostiumie wróżki!

  • A ostatnio mogły Panią usłyszeć także „większe dzieci”?

– To prawda, wspólnie z Cezarym Jurko, kardiochirurgiem z SPSK4 przy ul. Jaczewskiego, przygotowaliśmy recital piosenek i ballad pt. „W krainie łagodności”. Nasz występ zainaugurował cykl „Muzycznych piątków u lekarzy”, które będą odbywać się w siedzibie Lubelskiej Izby Lekarskiej w Klubie Lekarza przy ul. Chmielnej. Już dziś wiemy, że to nasz nie ostatni koncert. Kolejny nasz występ planujemy jesienią tego roku, na który już dziś serdecznie zapraszamy. Szczegóły niebawem.

Tekst pochodzi z nr 04/2017 miesięcznika „Medicus”

Posted in Muzyczne piątki u lekarzy, muzyka Tagged |

z Ewą Hartwig-Fijałkowską, fotografką i lekarką stomatologiem, rozmawia Anna Augustowska

  • fot. D. HankiewiczWspaniały prezent trafił do galerii „U Lekarzy” – czarno-białe zdjęcie Pani autorstwa. Tajemnicze, bo chyba tylko nieliczni odgadną, kim jest mężczyzna z twarzą ukrytą za aparatem?

– To zdjęcie zrobiłam pół wieku temu, w latach 60. W tle widać lokomotywę kolejki, która w tamtym okresie łączyła Warszawę z Wilanowem. Tajemniczy mężczyzna, który robi zdjęcie, to mój ojciec Edward Hartwig.

  • fot. I. BurdzanowskaNajlepiej widać aparat, który trzyma w rękach. Nie byle jaki, bo z przystawką pentagonalną – rarytas. Nawet teraz robi wrażenie.

– Ojciec miał bardzo dużo aparatów fotograficznych. Sądzę, że nawet ponad dwadzieścia. Kompletnie o nie nie dbał. Nosił je zawsze bez pokrowców, o żadnych torbach, którymi obecnie obwieszają się fotograficy, nie mogło być mowy. To przeszkadzało, krępowało ruchy. Najwygodniej mu było trzymać aparat w kieszeni. Ciągle je też upuszczał, gdzieś mu spadały. Raz nawet, w ferworze pracy, aparat spadł mu z wysokości pierwszego piętra… Ojciec był artystą, sprzęt był na drugim miejscu.

  • Pani też fotografowała, jest Pani współautorką, razem z ojcem, zdjęć do trzech albumów. Jednak mimo talentu i pasji, wybrała Pani wydział stomatologii. Dlaczego?

– Uległam namowom mojego stryja, Walentego, który był profesorem medycyny. Musiał mieć siłę przekonywania, bo mnie bardziej ciągnęło do Łodzi. Chciałam studiować fotografię w szkole filmowej. Stryj jednak nie ustępował: „Jak nie medycynę, to może stomatologię studiuj” – mówił i za przykład stawiał mi sąsiadkę, która miała gabinet dentystyczny i dobrze jej się wiodło. Uległam więc i 12 lat leczyłam pacjentom zęby, miałam też plan, aby zrobić specjalizację z chirurgii szczękowej. Nic z tego nie wyszło, bo wyjechałam
z mężem do Nigerii, gdzie nie wolno było mi podejmować żadnej pracy. I tak rozstałam się z zawodem. Nie żałuję. To jednak nie było moje powołanie.

  • Lublin, Pani rodzinne miasto, długo czekał na Pani wystawę…

– Tym większa moja radość, że swoje prace mogę pokazać nie tylko w Lublinie, z którym tak bardzo związana jest moja rodzina, ale także u kolegów lekarzy.

 

Ewa Hartwig-Fijałkowska jest córką Edwarda Hartwiga (1909-2003), należącego do największych fotografików na świecie.

Była członkiem studenckiej grupy fotograficznej „Stodoła” w Warszawie. Od 1968 roku często podróżowała po świecie. W kręgu jej głównych zainteresowań znalazła się fotografia podróżnicza. Brała udział w licznych wystawach w kraju i za granicą. Jest współautorką – wraz z ojcem Edwardem Hartwigiem – zdjęć do albumów: KAZIMIERZ NAD WISŁĄ, ŻELAZOWA WOLA, SPOTKANIA Z CHOPINEM.

Tekst pochodzi z nr 02/2017 miesięcznika Lubelskiej Izby Lekarskiej „Medicus”

Posted in fotografia, wystawy Tagged |

V Ogólnopolski Plener Fotograficzny Lekarzy Kazimierz Dolny 2017

Komisja Kultury Okręgowej Rady Lekarskiej w Lublinie zaprasza Koleżanki i Kolegów pasjonatów fotografii do udziału w V Ogólnopolskim Plenerze Fotograficznym Lekarzy w dniach 4-8 października 2017 r. w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, organizowanym przy współudziale  Naczelnej Rady Lekarskiej.

Zakwaterowanie: Dom Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, ul. Małachowskiego 17 /pokoje 2 osobowe z łazienką/

Wyżywienie: śniadania, obiady oraz kolacje.

Wpisowe: 450 PLN od osoby
Liczba miejsc 20. UWAGA: Liczy się kolejność zgłoszeń!

Zgłoszenia na plener (wraz z potwierdzeniem wpłaty – pdf, xero, skan) prosimy przesyłać drogą mailową lub faxem na adres: e-mail: sekretariat@oil.lublin.pl do Pani Kamili Chudaszek tel: 81 536 04 50 fax: 81536 04 70

Wycofanie opłaty za plener związane z rezygnacją  z imprezy, możliwe do dnia 31 sierpnia 2017 (włącznie).

Wpłaty na konto:
Lubelska Izba Lekarska 10 1020 3150 0000 3802 0003 2979 z dopiskiem „PLENER”

 

PROGRAM PLENERU

04.10.  – Środa

od 1500 Przyjazd uczestników, zakwaterowanie

 1800 – 1900   Kolacja

 2000  OFICJALNE OTWARCIE PLENERU

 2000  – 2300   Wieczór z fotografią. Opowieści o fotografii – Andrzej Koziara*

05.10 – Czwartek

 800  – 900   Śniadanie

1000  Spotkanie z Edwardem Hartwigiem- wizyta w Kuncewiczówce

1100  – 1400  Plener /we własnym zakresie/

 1400  – 1500   Obiad

 1500  – 1800   Plener /we własnym zakresie/

 1800  – 1900   Kolacja

 2000  – 2300   Wieczór z fotografia. Prezentacja prac uczestników pleneru, dyskusja, konsultacje Dariusz Hankiewicz.

 06.10. – Piątek

 800  – 900   Śniadanie

 900  – 1400   Plener /we własnym zakresie/

 1400  – 1500  Obiad

 1500 – 1800  Plener /we własnym zakresie/

 1800  – 1900   Kolacja

2000  – 2300   Wybór i omówienie wlanych prac oraz wykonanych w czasie trwania pleneru /dla chętnych/ – Dariusz Hankiewicz

 07.10. – Sobota

800  – 900   Śniadanie

900  – 1400   Plener /we własnym zakresie/

 1400  – 1500  Obiad

 1500 – 1800  Plener /we własnym zakresie/

 1830 – 2000  Wybór i omówienie prac wykonanych w czasie trwania pleneru  do wystawy poplenerowej  – Dariusz Hankiewicz

 2000  – 2300   Uroczysta kolacja /grill/

 08.10. – Niedziela

 800  – 900   Śniadanie

 900  – 1300  Plener /we własnym zakresie/

 1400  Wykwaterowanie uczestników – zakończenie pleneru

Wernisaż wystawy poplenerowej odbędzie się w Galerii Sztuki Nieprofesjonalnej „U Lekarzy”, w siedzibie Okręgowej Izby Lekarskiej w Lublinie, ul. Chmielna 4 w dniu 18.11.2017 r., tj sobota o godzinie 1200. Tam też będzie można oglądać wystawę do 07.12.2017 r.

Planujemy pokazanie jej w innych Okręgowych Izbach Lekarskich w Polsce.

Andrzej Koziara *             

dziennikarz, fotograf, filmowiec i dokumentalista. Były zastępca redaktora naczelnego National Geographic Polska, naczelny Tropami Discovery Chanel, korespondent wojenny (Kaukaz, Jugosławia). Pracował dla Macleans Magazine (Kanada), The Economist Intelligence Unit, Christian Science Monitor (USA), The Warsaw Voice, Der Volkskrant (Holandia). Naczelny Miesięcznika Pryzmat w Białej Podlaskiej, LAJF w Lublinie, korespondent wielu innych gazet.

https://pl-pl.facebook.com/andrzej.koziara.reporter

Materiały do pobrania:

Program pleneru – format .pdf

Zgoda na wykorzystanie fotografii – format edydowalny .docx

Zgoda na wykorzystanie fotografii – format .pdf

Posted in fotografia, plener2017, plenery