Author Archives: Krzysztof Sak

Dopełnia mnie muzyka – z Agnieszką Zarębską, rezydentką pediatrii, byłą aktorką Teatru ITP, entuzjastką śpiewu gospel i piosenek z tekstem, rozmawia Anna Augustowska

  • Dlaczego nie estrada, teatr albo sala koncertowa tylko medycyna?

– Odpowiedź jest prosta i krótka – ponieważ od zawsze, od najwcześniejszego dzieciństwa chciałam leczyć ludzi (moi bliscy pamiętają, że zawsze bawiłam się w lekarza i biegałam z walizeczką pełną pudełek po lekach), i chociaż był ze mnie niezły łobuz i ocenę z zachowania miałam w szkole zwykle obniżoną (śmiech), to zawsze lubiłam się uczyć, zdobywać nową wiedzę, odkrywać ciekawe rzeczy, i w zasadzie przychodziło mi to łatwo, nie wkładałam w naukę większego wysiłku – no, może oprócz języków obcych (śmiech). A muzyka, śpiew, sztuka w ogóle – mimo że bardzo ważne, wręcz niezbędne w moim życiu – jednak miały pozostać pasją. Dopełnieniem. Chociaż… kiedy za pierwszym razem nie dostałam się na wymarzoną medycynę miałam plan B, w którym brałam pod uwagę dalszą edukację muzyczną.

  • I to na wysokim poziomie, bo na Uniwersytecie Muzycznym?

– Było to możliwe, ponieważ byłam w trakcie kończenia szkoły muzycznej II stopnia w klasie fletu poprzecznego. Do szkoły muzycznej zaczęłam chodzić już w podstawówce – początkowo w Skarżysku-Kamiennej, i w dodatku w pierwszej klasie grałam na skrzypcach, a potem w Kielcach, gdzie równocześnie uczęszczałam także do VI Liceum Ogólnokształcącego im. J. Słowackiego. Nie ukrywam, że to była niezła szkoła życia. Po lekcjach w liceum biegłam do szkoły muzycznej, a wieczorem po powrocie nie tylko czekało mnie odrabianie „normalnych” lekcji – dodam, że uczyłam się w klasie o profilu biologiczno-chemiczno-fizycznym – ale też ćwiczenie gry na instrumencie. Najtrudniejsza logistycznie była jednak pierwsza klasa szkoły muzycznej II stopnia w Kielcach, ponieważ przypadała na 3 klasę gimnazjum w Skarżysku-Kamiennej – wiązało się to z dojazdami, czasami wręcz w szalonym tempie. Owszem,
bywałam chronicznie niewyspana, ale – co tu kryć – zawsze lubiłam się uczyć, a muzykę kochałam! I co ważne, nikt mnie do tego nie gonił, nie pilnował i nie sprawdzał, bo w trakcie nauki w liceum mieszkałam w internacie w Kielcach i sama musiałam sobie ze wszystkim radzić. Bardzo mi się ta samodyscyplina i zahartowanie przydały, szczególnie kiedy już studiując medycynę trafiłam na KUL do Teatru ITP, gdzie próby goniły próby, a w tzw. międzyczasie trzeba było znaleźć wolną chwilę na szycie kostiumów i samodzielne wykonywanie scenografii. Pogodzenie więc tych czasochłonnych zajęć z równie absorbującymi studiami wymagało pewnej wprawy.

  • Medycyna i teatr to zaborcze dziedziny, ale w Pani przypadku najwyraźniej wzajemnie się uzupełniały i dawały energię.

– To prawda, bo siedzieć w książkach i wyłącznie uczyć się do zajęć zupełnie bym nie umiała! Było to możliwe (a raczej konieczne) tylko na pierwszym roku studiów lekarskich, kiedy naprawdę tkwiłam z nosem w podręcznikach i nawet nie bardzo wiedziałam, jak wygląda Lublin, ale i wtedy przynajmniej raz w tygodniu biegłam na zajęcia ze śpiewu do domu kultury przy ul. Bernardyńskiej. Wtedy Stare Miasto i okolice to był dla mnie inny świat, magiczna kraina. A śpiew był mi równie bliski, jak gra na flecie. Stąd, kiedy
na początku II roku natrafiłam na ogłoszenie o castingu do studenckiego teatru ITP, w którym wykorzystywane są wszelkie aktywności sceniczne związane z muzyką, natychmiast się zgłosiłam i działałam tam do końca studiów, czyli przez pięć lat. Najmocniej przeżyłam rolę Archanioła Gabriela, którą zagrałam w spektaklu pt. „Nowy raj utracony”. To – uważam – była moja życiowa rola, chociaż grałam w jeszcze wielu innych spektaklach: m.in. w Prorocku, Weselu Dawida, Odysei, Don Kichocie, Morii, Spełnionym śnie. W teatrze też poznałam wielu wspaniałych ludzi na czele z założycielem i szefem teatru ks. Mariuszem Lachem, z którymi do dziś łączy mnie prawdziwa przyjaźń. To także tu, dzięki koleżance z teatru, trafiłam na przesłuchania do zespołu Gospel Rain, który był moim niewypowiedzianym marzeniem w takim samym stopniu jak Teatr ITP. Planując studia, wybierając miasto, kierowałam się także (a może nawet przede wszystkim) istnieniem tych dwóch grup, licząc po cichu, albo bardziej marząc o tym, że może tak udałoby się… I się udało. Marzenia naprawdę się spełniają!

  • Czyli kolejna pasja?

– Śpiew zawsze był w moim życiu. Mam dość umuzykalnioną rodzinę; mama śpiewała w chórze (a potem skończyła studia chemiczne), babcia grywała na akordeonie, a bracia mojej mamy są muzykami. Obydwaj zawodowo grają na organach, a jeden z nich – mój ojciec chrzestny – ma także wyższe wykształcenie z fortepianu. Czasami myślę, że moje zainteresowania to pewnie sprawa genów. W liceum śpiewałam w chórze Politechniki Świętokrzyskiej, wcześniej, bo w wieku 14 lat, wygrałam konkurs piosenki śpiewając piosenkę Agnieszki Osieckiej pt. „Okularnicy” – a był to mój pierwszy publiczny wokalny występ solowy. Co do muzyki gospel – fascynowała mnie od dawna. Kiedy więc pojawiły się przesłuchania do znanego lubelskiego chóru Gospel Rain, postanowiłam zawalczyć. Udało się. Od niespełna 3 lat jestem również chórzystką w zespole Heaven up, który także wykonuje muzykę gospel. Od czasu do czasu zdarza mi się dośpiewywać chórki w lubelskim seminaryjnym zespole Good God, który gra chrześcijańską muzykę w stylu reggae. Ale to już zupełnie inna historia.

  • Sporo tego: teatr, chór, studia…

– Do niedawna 80 proc. mojego czasu wypełniały zajęcia muzyczno-teatralne, a resztę studia. I mimo takich proporcji całe studia przeszłam bez żadnej poprawki czy przerw, i ukończyłam je z wynikiem bardzo dobrym. Do dzisiaj nie wiem, jak to możliwe, ale na pewno przydał się warsztat organizacji czasu z lat gimnazjum – liceum oraz zamiłowanie do poznawania nowych rzeczy. Może trudno w to uwierzyć, ale ja naprawdę zawsze lubiłam się uczyć, przychodziło mi to łatwo, a wolny czas wolałam spędzać aktywnie.

Od dwóch lat jednak 80 proc. czasu poświęcam medycynie. I również nie mogę się tym nacieszyć! Jestem na rezydenturze z pediatrii na Oddziale Chorób Zakaźnych Dziecięcych w Szpitalu im. Jana Bożego. Nie od zawsze pediatria była moim marzeniem – wcześniej myślałam o audiologii i foniatrii, o endokrynologii a także o psychiatrii. Jednak w czasie stażu, kiedy mogłam skonfrontować się z praktyczną medycyną, wejść w interakcje z pacjentami zrozumiałam, że najlepiej będę się spełniać lecząc dzieci. Każdy dzień pracy w szpitalu utwierdza mnie w tym. Dziecko to bardzo wdzięczny i „kochany” pacjent, chociaż bywają też (jak wszędzie) trudniejsze przypadki.

  • Śpiewanie dzieciom to też może być pomysł?

– Śpiewanie małym pacjentom Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie (jeszcze jako studentka) już nawet mam za sobą! Dwa razy z okazji Dnia Dziecka brałam udział w koncercie dla dzieci i nawet połączyłam to trochę z rolą teatralną – śpiewałam w kostiumie wróżki!

  • A ostatnio mogły Panią usłyszeć także „większe dzieci”?

– To prawda, wspólnie z Cezarym Jurko, kardiochirurgiem z SPSK4 przy ul. Jaczewskiego, przygotowaliśmy recital piosenek i ballad pt. „W krainie łagodności”. Nasz występ zainaugurował cykl „Muzycznych piątków u lekarzy”, które będą odbywać się w siedzibie Lubelskiej Izby Lekarskiej w Klubie Lekarza przy ul. Chmielnej. Już dziś wiemy, że to nasz nie ostatni koncert. Kolejny nasz występ planujemy jesienią tego roku, na który już dziś serdecznie zapraszamy. Szczegóły niebawem.

Tekst pochodzi z nr 04/2017 miesięcznika „Medicus”

Posted in Muzyczne piątki u lekarzy, muzyka Tagged |

z Ewą Hartwig-Fijałkowską, fotografką i lekarką stomatologiem, rozmawia Anna Augustowska

  • fot. D. HankiewiczWspaniały prezent trafił do galerii „U Lekarzy” – czarno-białe zdjęcie Pani autorstwa. Tajemnicze, bo chyba tylko nieliczni odgadną, kim jest mężczyzna z twarzą ukrytą za aparatem?

– To zdjęcie zrobiłam pół wieku temu, w latach 60. W tle widać lokomotywę kolejki, która w tamtym okresie łączyła Warszawę z Wilanowem. Tajemniczy mężczyzna, który robi zdjęcie, to mój ojciec Edward Hartwig.

  • fot. I. BurdzanowskaNajlepiej widać aparat, który trzyma w rękach. Nie byle jaki, bo z przystawką pentagonalną – rarytas. Nawet teraz robi wrażenie.

– Ojciec miał bardzo dużo aparatów fotograficznych. Sądzę, że nawet ponad dwadzieścia. Kompletnie o nie nie dbał. Nosił je zawsze bez pokrowców, o żadnych torbach, którymi obecnie obwieszają się fotograficy, nie mogło być mowy. To przeszkadzało, krępowało ruchy. Najwygodniej mu było trzymać aparat w kieszeni. Ciągle je też upuszczał, gdzieś mu spadały. Raz nawet, w ferworze pracy, aparat spadł mu z wysokości pierwszego piętra… Ojciec był artystą, sprzęt był na drugim miejscu.

  • Pani też fotografowała, jest Pani współautorką, razem z ojcem, zdjęć do trzech albumów. Jednak mimo talentu i pasji, wybrała Pani wydział stomatologii. Dlaczego?

– Uległam namowom mojego stryja, Walentego, który był profesorem medycyny. Musiał mieć siłę przekonywania, bo mnie bardziej ciągnęło do Łodzi. Chciałam studiować fotografię w szkole filmowej. Stryj jednak nie ustępował: „Jak nie medycynę, to może stomatologię studiuj” – mówił i za przykład stawiał mi sąsiadkę, która miała gabinet dentystyczny i dobrze jej się wiodło. Uległam więc i 12 lat leczyłam pacjentom zęby, miałam też plan, aby zrobić specjalizację z chirurgii szczękowej. Nic z tego nie wyszło, bo wyjechałam
z mężem do Nigerii, gdzie nie wolno było mi podejmować żadnej pracy. I tak rozstałam się z zawodem. Nie żałuję. To jednak nie było moje powołanie.

  • Lublin, Pani rodzinne miasto, długo czekał na Pani wystawę…

– Tym większa moja radość, że swoje prace mogę pokazać nie tylko w Lublinie, z którym tak bardzo związana jest moja rodzina, ale także u kolegów lekarzy.

 

Ewa Hartwig-Fijałkowska jest córką Edwarda Hartwiga (1909-2003), należącego do największych fotografików na świecie.

Była członkiem studenckiej grupy fotograficznej „Stodoła” w Warszawie. Od 1968 roku często podróżowała po świecie. W kręgu jej głównych zainteresowań znalazła się fotografia podróżnicza. Brała udział w licznych wystawach w kraju i za granicą. Jest współautorką – wraz z ojcem Edwardem Hartwigiem – zdjęć do albumów: KAZIMIERZ NAD WISŁĄ, ŻELAZOWA WOLA, SPOTKANIA Z CHOPINEM.

Tekst pochodzi z nr 02/2017 miesięcznika Lubelskiej Izby Lekarskiej „Medicus”

Posted in fotografia, wystawy Tagged |

V Ogólnopolski Plener Fotograficzny Lekarzy Kazimierz Dolny 2017

Komisja Kultury Okręgowej Rady Lekarskiej w Lublinie zaprasza Koleżanki i Kolegów pasjonatów fotografii do udziału w V Ogólnopolskim Plenerze Fotograficznym Lekarzy w dniach 4-8 października 2017 r. w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, organizowanym przy współudziale  Naczelnej Rady Lekarskiej.

Zakwaterowanie: Dom Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, ul. Małachowskiego 17 /pokoje 2 osobowe z łazienką/

Wyżywienie: śniadania, obiady oraz kolacje.

Wpisowe: 450 PLN od osoby
Liczba miejsc 20. UWAGA: Liczy się kolejność zgłoszeń!

Zgłoszenia na plener (wraz z potwierdzeniem wpłaty – pdf, xero, skan) prosimy przesyłać drogą mailową lub faxem na adres: e-mail: sekretariat@oil.lublin.pl do Pani Kamili Chudaszek tel: 81 536 04 50 fax: 81536 04 70

Wycofanie opłaty za plener związane z rezygnacją  z imprezy, możliwe do dnia 31 sierpnia 2017 (włącznie).

Wpłaty na konto:
Lubelska Izba Lekarska 10 1020 3150 0000 3802 0003 2979 z dopiskiem „PLENER”

 

PROGRAM PLENERU

04.10.  – Środa

od 1500 Przyjazd uczestników, zakwaterowanie

 1800 – 1900   Kolacja

 2000  OFICJALNE OTWARCIE PLENERU

 2000  – 2300   Wieczór z fotografią. Opowieści o fotografii – Andrzej Koziara*

05.10 – Czwartek

 800  – 900   Śniadanie

1000  Spotkanie z Edwardem Hartwigiem- wizyta w Kuncewiczówce

1100  – 1400  Plener /we własnym zakresie/

 1400  – 1500   Obiad

 1500  – 1800   Plener /we własnym zakresie/

 1800  – 1900   Kolacja

 2000  – 2300   Wieczór z fotografia. Prezentacja prac uczestników pleneru, dyskusja, konsultacje Dariusz Hankiewicz.

 06.10. – Piątek

 800  – 900   Śniadanie

 900  – 1400   Plener /we własnym zakresie/

 1400  – 1500  Obiad

 1500 – 1800  Plener /we własnym zakresie/

 1800  – 1900   Kolacja

2000  – 2300   Wybór i omówienie wlanych prac oraz wykonanych w czasie trwania pleneru /dla chętnych/ – Dariusz Hankiewicz

 07.10. – Sobota

800  – 900   Śniadanie

900  – 1400   Plener /we własnym zakresie/

 1400  – 1500  Obiad

 1500 – 1800  Plener /we własnym zakresie/

 1830 – 2000  Wybór i omówienie prac wykonanych w czasie trwania pleneru  do wystawy poplenerowej  – Dariusz Hankiewicz

 2000  – 2300   Uroczysta kolacja /grill/

 08.10. – Niedziela

 800  – 900   Śniadanie

 900  – 1300  Plener /we własnym zakresie/

 1400  Wykwaterowanie uczestników – zakończenie pleneru

Wernisaż wystawy poplenerowej odbędzie się w Galerii Sztuki Nieprofesjonalnej „U Lekarzy”, w siedzibie Okręgowej Izby Lekarskiej w Lublinie, ul. Chmielna 4 w dniu 18.11.2017 r., tj sobota o godzinie 1200. Tam też będzie można oglądać wystawę do 07.12.2017 r.

Planujemy pokazanie jej w innych Okręgowych Izbach Lekarskich w Polsce.

Andrzej Koziara *             

dziennikarz, fotograf, filmowiec i dokumentalista. Były zastępca redaktora naczelnego National Geographic Polska, naczelny Tropami Discovery Chanel, korespondent wojenny (Kaukaz, Jugosławia). Pracował dla Macleans Magazine (Kanada), The Economist Intelligence Unit, Christian Science Monitor (USA), The Warsaw Voice, Der Volkskrant (Holandia). Naczelny Miesięcznika Pryzmat w Białej Podlaskiej, LAJF w Lublinie, korespondent wielu innych gazet.

https://pl-pl.facebook.com/andrzej.koziara.reporter

Materiały do pobrania:

Program pleneru – format .pdf

Zgoda na wykorzystanie fotografii – format edydowalny .docx

Zgoda na wykorzystanie fotografii – format .pdf

Posted in fotografia, plener2017, plenery

VII Ogólnopolski Konkurs Fotograficzny Lekarzy i Studentów Medycyny

Lubelska Izba Lekarska i Uniwersytet Medyczny w Lublinie we współpracy z Lubelskim Towarzystwem Fotograficznym i Związkiem Polskich Artystów Fotografików Okręg Lubelski ogłaszają VII Ogólnopolski Konkurs Fotograficzny Lekarzy i Studentów Medycyny.

Honorowy patronat nad konkursem objęli Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Pan dr n. med. Maciej Hamankiewicz, Prezes Lubelskiej Izby Lekarskiej Pan dr Janusz Spustek i JM Rektor Uniwersytetu Medycznego w Lublinie Pan prof. dr hab. Andrzej Drop.

Nadsyłanie prac do 31 października 2017r.
Rozstrzygnięcie konkursu do 18 listopada 2017r.
Wernisaż z wręczeniem nagród 9 grudnia 2017r.

Przeczytaj REGULAMIN KONKURSU»

Pliki do pobrania:

oficina_pdfRegulamin konkursu»

doc_rtfFormularz zgłoszeniowy dla lekarzy – wersja edytowalna .doc»

oficina_pdfFormularz zgłoszeniowy dla lekarzy – wersja pdf»

doc_rtfFormularz zgłoszeniowy dla studentów – wersja edytowalna .doc»

oficina_pdfFormularz zgłoszeniowy dla studentów – wersja pdf»

Zobacz:
Wzór wypełnienia formularza zgłoszeniowego dla lekarzy»
Wzór wypełnienia formularza zgłoszeniowego dla studentów»
Przykładowy opis zdjęcia»
Wzór oznaczenia koperty»

Posted in fotografia, konkurs 2017, konkurs fotograficzny, konkursy

„Czarno – białe i w kolorze” – wystawa fotografii pani dr Ewy Hartwig – Fijałkowskiej – fotoreportaż

Fotografie: Grażyna i Dariusz Hankiewiczowie.

Posted in fotografia, wystawy Tagged |

„W krainie łagodności…” recital Cezarego Jurko i Agnieszki Zarębskiej – fotoreportaż

Posted in Muzyczne piątki u lekarzy, muzyka Tagged , |

„Czarno – białe i w kolorze” – wystawa fotografii dr Ewy Hartwig – Fijałkowskiej

Komisja Kultury Okręgowej Izby Lekarskiej w Lublinie zaprasza na otwarcie wystawy fotografii „Czarno – białe i w kolorze” Pani dr Ewy Hartwig – Fijałkowskiej. Wernisaż odbędzie się 4 lutego 2017r. o godz. 12:00 w Galerii Sztuki Nieprofesjonalnej „U Lekarzy”, Lublin, ul. Chmielna 4.

Katalog do wystawy w formacie pdf»

Posted in fotografia, wystawy Tagged |

„W krainie łagodności…” recital Cezarego Jurko – inauguracja cyklu „Muzyczne piątki u lekarzy”

Komisja Kultury Okręgowej Izby Lekarskiej w Lublinie zaprasza na inaugurujący cyklu „Muzyczne piątki u lekarzy” występ dr Cezarego Jurko – wokal, gitara. Recital „W krainie łagodności…” odbędzie się 3 lutego 2017 r. o godz. 18:00 w Klubie Lekarza, w siedzibie Lubelskiej Izby Lekarskiej, Lublin, ul. Chmielna 4.

Gościem specjalnym recitalu będzie Agnieszka Zarębska – wokal, flet poprzeczny.

Posted in Muzyczne piątki u lekarzy, muzyka Tagged , |

Poplenerowa wystawa IV Ogólnopolskiego Pleneru Fotograficznego Lekarzy „Kazimierz Dolny 2016” w Kuncewiczówce

Od 15 stycznia 2017 r. do końca marca 2017 r.  we wspaniałych wnętrzach „Kuncewiczówki”  w Kazimierzu Dolnym nad Wisła można oglądać wystawę poplenerowa IV Ogólnopolskiego Pleneru Fotograficznego Lekarzy „Kazimierz Dolny 2016” organizowanego prze Lubelska Izbę Lekarska przy wsparciu Naczelnej Rady Lekarskiej. Wszystkich którzy nie mieli jeszcze okazji obejrzeć prac lekarzy fotografów zapraszamy do domu Marii i Jerzego Kuncewiczów w Kazimierzu Dolnym na ul. Małachowskiego 19. Zapraszamy codziennie z wyjątkiem wtorku od 9.00 do 16.00. 

https://www.facebook.com/DomKuncewiczow/

Posted in fotografia, plenery, wystawy

Nie operuję bez muzyki – z Cezarym Jurko, lubelskim kardiochirurgiem i lekarzem muzykującym, rozmawia Anna Augustowska

  • Czyli żadnego śpiewania przy goleniu, czy pod prysznicem?

– Śpiewanie przy goleniu kojarzy mi się bardziej z radosną beztroską, a nie mobilizacją przed trudnymi zadaniami. Rano skupiam się na tym, co czeka mnie w pracy, jakie operacje będę wykonywał, jakie niosą ze sobą trudności, następstwa dla pacjentów itd. Takie nucenie samemu sobie zdarza mi się oczywiście w chwilach relaksu np. w czasie spacerów po lesie, czy po górach.

  • Nie będzie chyba jednak przesadą, jak powiem, że idzie Pan przez życie ze śpiewem na ustach?

– Hm… dużo w tym prawdy, może jednak bardziej z gitarą i śpiewem? Bo jednak gitara była i jest pierwsza. Zacząłem już w szkole podstawowej. Podpatrywałem starszych kolegów, grających na gitarach i tak mnie to fascynowało, że postanowiłem kupić sobie instrument. O ile dobrze pamiętam, przeznaczyłem na to własne, uzbierane z kieszonkowego fundusze. Rodziców nie angażowałem w to przedsięwzięcie. Zresztą od razu dodam, że nie pochodzę z muzykalnej rodziny. Nikt w domu nie grał, ani nie śpiewał. Ta moja muzyczna, trwająca do dziś, pasja najwyraźniej powstała z potrzeby serca.

Wracając do gitary, radość z posiadania własnego instrumentu była wielka. Chwytów uczyłem się sam, bo nuty poznałem dopiero wiele lat później, kiedy moje córki Kasia i Małgosia zaczęły chodzić do szkoły muzycznej. Większość fraz i tematów muzycznych odtwarzam ze słuchu, ale podstawowa znajomość nut i harmonii bardzo się przydaje.

  • Dobrze to „samouctwo” Panu szło, bo wkrótce został Pan gitarzystą w zespole.

– W liceum – w Międzyrzecu Podlaskim, skąd pochodzę – założyliśmy z kolegami zespół muzyczny (dwie gitary, perkusja, klawisze). Dyrekcja bardzo popierała naszą pasję, dostaliśmy nawet małe pomieszczenie na swoją działalność, kupiono nam instrumenty. Mieliśmy więc miejsce na próby i ćwiczenia. Ten pokój okleiliśmy od podłogi po sufit plakatami filmowymi, które dostaliśmy od
kierownika lokalnego klubu kultury. W zamian naszymi występami urozmaicaliśmy wszystkie szkolne uroczystości i ważne wydarzenia. Oczywiście były także zabawy szkolne, w czasie których każdy z nas nie tylko grał, ale też śpiewał. Zwykle to były aranżacje modnych wtedy przebojów, np. Budki Suflera, Czerwonych Gitar, ale również zasłyszane popularne tematy bluesowe. Było też kilka własnych kompozycji. Zabawne wydaje mi się dzisiaj, że zespół działał bez nazwy. Dopiero na studniówce przedstawiliśmy się jako… Mały Deszcz.

  • Nie ciągnęło Pana do szkoły muzycznej? Skąd pomysł na studia medyczne?

– Nie miałem takich rozterek. Po pierwsze mama, która pracowała w szpitalu i zakładała od podstaw szpitalne laboratorium, zachęcała mnie do studiów lekarskich, a po drugie siostra cioteczna, która kilka lat wcześniej rozpoczęła studia opowiadała, jak to fajnie być studentem medycyny. Maturę zdałem w klasie biologiczno-chemicznej. Nie było więc przeszkód.

  • I tak medycyna wyparła muzykę?

– Ale tylko na chwilę! Na pierwszym roku znalazłem się w akademickiej reprezentacji lekkoatletycznej naszej uczelni – uprawiałem biegi na 100 i 200 metrów. Trzeba się też było dużo uczyć i wtedy rzeczywiście gitara zeszła na drugi, a nawet trzeci plan. Jednak już w wakacje po I roku, kiedy prowadziłem obóz dla młodzieży w Bieszczadach (i często grałem, i śpiewałem przy ognisku) spotkałem kolegów, też studentów lubelskiej AM, którzy namówili mnie na śpiewanie w chórze akademickim. To zmieniło moje życie – widzę to szczególnie teraz, z perspektywy minionych lat. Poznałem tam wspaniałych ludzi, z wieloma połączyła mnie szczera przyjaźń. A co najważniejsze, jedną z chórzystek była moja żona Jadwiga (lekarz anestezjolog). Do dziś wspólne śpiewanie i muzykowanie wciąż daje nam ogromną radość, scala i pogłębia nasze małżeństwo i naszą rodzinę. 

  • Wybrał pan chirurgię – to chyba zaborcza specjalizacja?

– Po studiach trafiłem do Kliniki Chirurgii Klatki Piersiowej i Serca w PSK 4. Były to trudne i biedne lata osiemdziesiąte. Stopniowo rozszerzałem swoje umiejętności w zakresie chirurgii ogólnej i torakochirurgii. Ja i dwóch kolegów: Janusz Jendrej i Andrzej Jabłonka wykonywaliśmy pierwsze w Polsce operacje wideotorakoskopii. Jesteśmy nawet autorami pierwszego polskiego atlasu takich zabiegów. Kiedy w 1998 roku z naszej kliniki wydzieliła się kardiochirurgia, trafiłem
do jej zespołu. To był pionierski okres, kiedy wiele operacji kardiochirurgicznych trzeba było wykonać po raz pierwszy w Lublinie. Szczególnie pamiętam pierwsze operacje tętniaków aorty w głębokiej hipotermii i pierwsze plastyki zastawek mitralnych. Dzisiaj jestem jednym z najstarszych stażem lubelskich kardiochirurgów – młodzież zrobiła specjalizacje i mamy bardzo dobry zespół.

  • Poza specjalizacją coś jeszcze was łączy…

– Oczywiście muzyka! Wszyscy na sali operacyjnej słuchamy muzyki. Zwykle dość spokojnej, ułatwiającej koncentrację, ale też – co najważniejsze – łagodzącej napięcie i stres. To może być muzyka klasyczna albo filmowa prezentowana w radiu. Ostatnio słuchamy radiostacji, która jest sprofilowana na tego typu utwory.

  • Czyli muzyka w pracy, ale też po pracy. I to dość intensywna?

– Jakiś czas temu z moją żoną i grupą dawnych chórzystów utworzyliśmy lekarski chór Continuum – cały czas działa w ramach LIL. Działamy też w duszpasterstwie służby zdrowia i jako schola dbaliśmy wielokrotnie o oprawę muzyczną różnych spotkań. Dużym przeżyciem było przygotowanie Drogi Krzyżowej na Wałach Jasnogórskich podczas Ogólnopolskiej Pielgrzymki Służby Zdrowia. Od lat uczestniczymy także w Ruchu Focolari, gdzie z przyjaciółmi z różnych stron Polski tworzymy grupę muzyczną o zmieniającym się ciągle składzie.

Jednak okazji do muzykowania jest więcej – są spotkania towarzyskie w naszym leśnym domu, gdzie wspólnie śpiewamy i gramy. Zdarzają się także spotkania formacyjne, kiedy w męskim gronie śpiewamy kolędy. I wreszcie rodzinne spotkania z córkami, zięciami a także już wnukami, kiedy razem gramy i śpiewamy. Moje starsze wnuczki uwielbiają piosenkę o dzięciole, który leczy chore drzewa i wystukują razem ze mną rytm, podskakując przy tym radośnie.

  • W lutym zainicjuje Pan „Muzyczne piątki u lekarzy”, które mają odbywać się cyklicznie w Klubie u Lekarzy.

– Przygotowaliśmy recital – 12 piosenek i ballad, które wybraliśmy wspólnie z młodą i bardzo uzdolnioną muzycznie lekarką Agnieszką Zarębską, która była związana ze studenckim teatrem muzycznym ITP. Obecnie śpiewa w Lublinie muzykę gospel. Agnieszka pracuje na Oddziale Chorób Zakaźnych Dziecięcych i rozpoczęła specjalizację z pediatrii.

Ponieważ dla mnie zawsze bardzo ważny jest tekst, przy wyborze repertuaru zwracaliśmy na to uwagę. Wybraliśmy więc piosenki m.in. Tadeusza Woźniaka i Andrzeja Poniedzielskiego, Wojciecha Jarocińskiego i Wacława Juszczyszyna, Seweryna Krajewskiego, Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przybory, Bułata Okudżawy, Magdaleny Czapińskiej i Janusza Strobla, Edwarda Stachury i Krzysztofa Myszkowskiego. Podczas naszego występu pokażę trochę własnych zdjęć, ponieważ moim hobby jest również fotografia krajobrazu. Nigdy nie występowałem na scenie jako solista, więc mam wielką tremę – ale też wiem, że nic tak jak muzyka (szczególnie wykonywana na żywo) nie łączy ludzi.

Tekst pochodzi z nr 01/2017 miesięcznika „Medicus”

Posted in Muzyczne piątki u lekarzy, muzyka Tagged |